Q&A | Czy joga wyleczy depresję?

#zadbajosiebie

"To nie jest tak, że depresja pojawia się z dnia na dzień. To proces. A praktyka uważności i jogi może pozwolić wcześniej wyłapać znaki ostrzegawcze."

Z Agatą Ucińską, instruktorką jogi strala i vinyasa autorką bloga Poczuj Się Lepiej i jogowego kanału na You Tube rozmawiamy o jodze, depresji, uważności i szeroko pojętym zdrowiu psychicznym.

Hopsa: Jesteś nauczycielką jogi, ale na swoim koncie na Instagramie dużo miejsca poświęcasz depresji i zdrowiu psychicznemu. Co cię do tego skłoniło?

Agata Ucińska: Bardzo cenię historie ludzi, którzy opowiadają o życiu z jakimś problemem. Pierwszy raz zachorowałam, gdy miałam 14 lat. Drugi poważniejszy nawrót miałam na studiach. Statystycznie kilka epizodów predysponuje nas do tego, że depresja będzie powracać.

Zdałam sobie sprawę z tego, że nie do końca jest tak, że to choroba, na którą raz zachorowałam i wyzdrowiałam. To jest coś, z czym muszę nauczyć się żyć i to zaakceptowałam. Dopiero wtedy będę autentyczna. A właśnie prawdziwość życia jest szczególnie wzmacniająca dla innych. Obserwuję to po wiadomościach, które dostaję.

"Jeżeli ludzie słyszą tylko o rozwiązanych problemach, z którymi oni sami się borykają, to jaki dostają przekaz? Że są beznadziejni, bo jeszcze sobie nie poradzili. A przecież można być osobą, która jest w dobrym związku, ma pracę, jakoś tam sobie radzi i w sumie jest szczęśliwa."

Bo to, że ja mam tendencje depresyjne nie oznacza, że nie jestem szczęśliwą i radosną osobą. Ludzi z cukrzycą też mają gorsze dni. Nie chcę z moich zmagań robić osi swojej działalności, ale widzę też, jak bardzo ten problem jest powszechny. Statystyki nie pozostawiają złudzeń. Według Światowej Organizacji Zdrowia osób zmagających się z depresją będzie tylko przybywać. Nie należy z tego robić tematu tabu. Ani udawać, że istnieje jakieś jedno cudowne lekarstwo dla wszystkich.

To joga nie wyleczy depresji?

Nie. (śmiech) Chociaż na początku chciałam wierzyć, że może być sposobem na wszystko. Ale miałam tak mało energii, że mnie wykańczała. Dopiero lekarz, który zresztą był fanem jogi, powiedział mi, żebym na razie odpuściła. Rzeczywiście trochę tak jest, że jogę przedstawia się jako remedium nie tylko na depresję. Ludzie, zamiast do fizjoterapeuty, przychodzą na zajęcia, bo uznają, że tak będą leczyć kręgosłup. Zamiast potraktować jogę jako jeden z leczących elementów. Jeżeli ktoś czuje, że coś jest nie tak, powinien iść do lekarza, na terapię. Jeżeli łamiemy nogę, to idziemy do ortopedy. Nie przyjdzie nam do głowy, żeby leczyć ją jogą. Ona razem z medytacją może być wspaniałym wsparciem.



W jaki sposób?

To czas, kiedy możemy się zatrzymać i obserwować swoje reakcje: to jak praktykujemy, z czym mamy problem, a co nam dobrze idzie. Dokładając do tego uważność i koncentrację na „tu i teraz” sami sobie pomagamy zrelaksować się i wyciszyć układ nerwowy. Wyniki badań naukowych nad uważnością są bardzo obiecujące. Zauważono, że jest ona szczególnie pomocna u osób z nawracającą depresją.

Uczymy się też wyrozumiałości i akceptacji siebie. A to jest najważniejsze. Bo zmorą naszej kultury jest to, że tak wiele osób w głębi ma negatywny stosunek do siebie samych: w myślach ciągle się obwiniają i krytykują. A ważną częścią jogi jest ahimsa, czyli niekrzywdzenie. Nie tylko innych, ale też siebie. Czyli uważność na to, co się w ogóle dzieje w moich myślach. Bo jeżeli stoimy na macie i automatycznie odtwarzamy ruchy, porównujemy się ze wszystkimi dookoła i myślimy „A ta wyżej podnosi nogę. Ja też muszę”, albo „W tym tygodniu dwa razy nie praktykowałam. Jestem beznadziejna” to ranimy sami siebie. Jeżeli budujemy swoją pewność siebie na osiągnięciach jest to strasznie kruche. A jeżeli zdecydujemy się podejść do siebie z miłością i akceptacją to tworzymy coś zupełnie nowego.

"Być może dla osób wychowanych w innych kulturach to jest jakiś absurd i problemy pierwszego świata. Ale uważam, że dla nas ten powrót do akceptacji i samomiłości jest fundamentem. Dopiero mając to w sobie, możemy naprawdę dać coś innym ludziom."



Na co dzień uczysz jogi strali i vinyasy.

Strala spodobała mi się przede wszystkim dlatego, że to styl jogi, który przynosi rozluźnienie, a nie więcej napięcia. Najpierw dla siebie odnalazłam w niej przestrzeń, w której mogę leczyć swój perfekcjonizm. Ludzie nie są tutaj cały czas korygowani i poprawiani, ale oczywiście, gdy robią coś niebezpiecznego to nauczyciel interweniuje. Uczą się świadomości swojego ciała. Przyjemnego, miękkiego ruchu, odpuszczania napięć. Nie ma w niej też elementów związanych z duchową tradycją jogi, czyli sanskrytu i śpiewania mantr. Oczywiście nie mówię, że z tym jest coś złego. To nawiązanie do tradycji i jak najbardziej je szanuję.

Ale ludziom „zachodnim” czasami trudno się w tym odnaleźć.

Granica między autentycznością, a teatrem jest bardzo cienka. Żeby przeżyć “duchowe doświadczenie” nie musisz wykonywać specjalnych rytuałów. Nieważne czy robisz pierwszą serię ashtangi, czy praktykujesz Iyengara, kundalini czy robisz stralę przy muzyce. Chcemy nauczyć się żyć w zgodzie z ciałem, oddechem, nauczyć się je odczuwa oraz lepiej poznawać swój umysł. A także być trochę lepszymi ludźmi dla innych. A jak do tego dążysz - twój wybór. Tak długo jak tylko nikogo nie krzywdzisz. Tymczasem nasz świat celebruje te wszystkie oznaki zajeżdżania się: dużo pracy, mało snu. Bycia ciągle zajętym. A przecież coraz więcej badań pokazuje, że odpoczynek jest bardzo ważną składową naszej efektywności, kreatywności i tego jak pochodzimy do rozwiązywania problemów.

Ty planujesz swój odpoczynek.

Staram się (śmiech). A planuję, bo sama mam z tym problem. To znaczy, że mam tendencję, do zakładania, że będę ciągle i wszędzie pracować. Ale potem oczywiście nie jestem w stanie tego planu wyrobić, więc prokrastynuję i tak w kółko. Bez sensu.

"Odpoczynek trzeba po prostu wpisać w kalendarz: zaplanować spacer, spotkanie z przyjaciółmi, czas na czytanie, czas na nie-robienie. To bardzo ważne: nauczyć się pracować na całego. Wtedy też można osiągnąć ten stan przepływu, flow, czyli to czego uczymy się na jodze: bycia tu i teraz. A potem w pełni odpoczywać."

Czym dla ciebie jest uważność?

Bardzo mi się podoba taka definicja, że medytacja to odpuszczenie kontroli z zachowaniem uważności. Czyli ćwiczymy obserwację bez oceniania. Możemy wybrać sobie jakąś kotwicę, na której będziemy ćwiczyć. Najczęściej jest nią oddech. I przez pięć minut staramy się go obserwować: jakiej długości jej wdech, jakiej wydech, gdzie go czujemy, jakie odczucia budzi w ciele. W tym czasie nasz umysł będzie produkował milion myśli, co jest zupełnie naturalne. Wiele osób uważa, że medytacja to zaniechanie myślenia, a więc oni się do tego nie nadają, bo nie potrafią przestać myśleć. Tymczasem w medytacji ważne jest to, żeby dostrzegać te myśli czy emocje, które się pojawiają, i pozwalać im iść dalej. To ta praca, trochę syzyfowa (śmiech), jest medytacją. Dzięki niej zyskujemy świadomość tego, jak działa nasz umysł i uczymy się wyłapać te reakcje, które są automatyczne. Albo te momenty, kiedy się zapętlamy we własnych myślach. To nie jest tak, że depresja pojawia się z dnia na dzień. To proces. A praktyka uważności i jogi może pozwolić wcześniej wyłapać znaki ostrzegawcze.



Czasami wydaje mi się, że ludziom może być łatwiej ćwiczyć uważność na jodze, bo ona jednak ma ten aspekt fizyczny. Dla kogoś siedzenie w bezruchu może być koszmarem, a podczas jogi może przecież skanować swoje ciało. Na co dzień jesteśmy bardzo odcięci od ciała, a joga jest dostępnym i przystępnym narzędziem do tego powrotu do siebie. Bo ciało nam wszystko mówi. Te małe kroki pokazują nam, że mamy jakieś wpływ na swoje życie, nie musimy się identyfikować z chorobą i wszystkiego nią tłumaczyć. Codziennie jesteśmy w stanie stawiać małe kroczki, żeby sobie pomagać i z tego wychodzić. Jednocześnie bardzo ważne jest, żeby nie odrzucać tradycyjnego leczenia i terapii, a pomocy szukać jak najszybciej.

"Kryzysy biorą się też z tego, że nie mamy kontaktu ze swoimi emocjami. Ja wyrobiłam sobie taki mechanizm, żeby nie odczuwać smutku. A potem przenosiłam to na inne emocje, które uznawałam za niepotrzebne. Ale nieprzeżyte emocje nie znikają. Więc to jest super ważne, żeby na bieżąco akceptować swoje doświadczenie."

Co dla ciebie znaczy „Poczuj się lepiej”?

Dla mnie to znaczy raczej „poczuj się pełniej” (śmiech). Nie chciałabym, żeby nazwa mojego bloga wpisywała się w taki pęd do ideału, bo on strasznie spłyca nasze doświadczenia. Trzeba przejść przez spektrum wszystkich emocji, żeby gdzieś tam odnaleźć spokój i osadzić się w sobie. Tymczasem nasz zachodni lifestyle jest strasznie sterylny: Instagram, piękne śniadanie. Wszystko, co nie jest idealne nie pasuje do obrazu. A przecież życie jest bardzo niejednoznaczne i trzeba umieć się mierzyć ze wszystkim, co przynosi. A nauka tego, to praca na całe życie.

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów